Aktualnie czekam na Canona 400d. Jeszcze góra 18 dni.
O tak, siedzę i mam za dużo czasu, którego nie mogę wykorzystać. Siedzenie w domu od... 7 dni (to już tyle?) powoduje, że czuję się jak największy marnotrawca świata. Wolałabym np. włożyć sobie ten czas na konto w banku i wyciągnąć kiedy mi będzie potrzebny.
Okay, w sobotę się urwałam, nie jest tak źle.
Siedząc tak samemu w domu nachodzą człowieka różne dziwne pomysły. Np. wyciągnęłam maszynę do szycia i zamierzam nauczyć się szyć! A jak. Tylko nie bardzo mogę wyjść z chaty i załatwić sobie potrzebne materiały.
No, bo ile można siedzieć i
- oglądać zaległe filmy (w końcu będzie miejsce na dysku)
- czytać 500-stronnicowe tomisko o życiu L.daVinci. kocham faceta, ale co za dużo to nie zdrowo.
Okay, mogę grać na gitarze całe 24h, jakby tylko jeszcze gardło działało jak należy.
Ogólnie mam nogę w gipsie [trzeszczące zapalenie ścięgna], bo przeszłam 26km w ramach zdobywania OTP
[link] . Niechodzenie do szkoły jest całkiem całkiem, zważywszy na pewną osobę, której towarzystwo nie jest mi mile widziane, oraz masę zmarnowanych godzin. Za to komentarze typu 'ah, bo to jeżdzenie samochodem' albo ' pff, to już ja więcej chodzę od niej' są totalnie nie na miejscu. Wkurzają mnie takie pochopne i bezpodstawne oceny ludzi.
Poza tym muszę brać codziennie zastrzyk w brzuch, przez 3 tyg. Jeszcze jakieś 4 zastrzyki mi zostały (; Ale gips zdejmują dopiero 6.05 bo wcześniej cały tydzień ma przychodnia wolne! :<
Lalala. Może się ubiorę, pierwszy raz od 4 dni?
Edit: a nie, jednak nie chcą mnie wypuścić z domu.